To kolejny etap moich wakacyjnych wojaży.
Tym razem padło na włoską Toskanię. Częściowo odwiedziłam ja w trakcie rejsu po Morzu Śródziemnym.Wtedy zwiedziliśmy Genuę, Specję i Cinque Terre.
Tym razem polecieliśmy do Pizy.
Podróż rozpoczęła się pobudka o 3 rano. Samochód zostawiliśmy na parkingu lotniskowym i tylko z bagażem podręcznym udaliśmy się do kontroli bezpieczeństwa.
Przy wejściu do samolotu czekała nas niespodzianka.
Obsługa linii Ryanair ustawiła 2 stojaki, (jeden nie wystarczył) mierzące wymiary bagażu.
Większość nie podpadała ale były i takie które musiały być mocno wpychane.
Nasze nie budziły zastrzeżeń ale moja mała torebka z dokumentami się nie spodobała i trzeba było ją zmieścić do plecaka.
Nie było to proste ale był to warunek sine qua non.Trudno.
Pierwszy raz mi to zakwestionowano ale udało się.
Piza, w której wylądowaliśmy o 9 00 to miasto, które liczy ok 85 tysięcy mieszkańców. Cały dzień przed nami.
Był początek lipca i upały zaczęły mocno dokuczać bo temperatura sięgała 37 stopni.
Zwiedzanie wtedy jest dość trudne, bo wymaga w południe odpoczynku w cieniu, dużego nawadniania i okryć głowy.mimo tego tłum turystów zebrał się na Placu Cudów pod Krzywą Wieżą, zbudowanej z białego marmuru, która jest główną atrakcją miasta.
To wieża która od lat przechyla się, gdyż była budowana ( rozpoczęcie budowy w 1173 roku) na grząskim, piaszczystym gruncie ale, jak obliczono, przetrwa jeszcze ok 300 lat.
Kolejno spacer po starym mieście i wybrzeżem rzeki Arno.
Oczywiście nie mogło się obyć bez pysznych orzeźwiających lodów.
Podarowaliśmy sobie spacer nasłonecznionymi murami okalającymi zabytki, bo upał był zbyt duży, za to wybraliśmy spacer wzdłuż murów, drogą bardziej miejscami zacienioną.
Dzięki temu, że pożyczyliśmy na lotnisku samochód, mogliśmy nocować poza miastem w typowej toskańskiej wiosce pomiędzy Pizzą a Luccą.
Mieliśmy do dyspozycji klimatyzowane piętro willi, z mieszkaniem 120 metrów kwadratowych, kuchnią, łazienką, 3 sypialniami i chłodząca się butelką włoskiego wina na powitanie.
Po zakwaterowaniu sie, południu wybraliśmy się nad morze, aby ochłonąć po meczącym zwiedzaniu, w okolice Viareggio, nadmorskiego kurortu słynącego z szerokich piaszczystych plaż.
Plaża piękna, morze ciepłe a uroku dodawało widoczne Alpy Apuańskie, znane z wydobycia białego marmuru.
Niezapomniane widoki zwłaszcza o zachodzie słońca.
Kolejny dzień to Lucca- była stolica Toskanii (obecnie jest nią Florencja).
Miasto niedoceniane a urokliwe od pierwszego wejrzenia. Wąskie uliczki, piękne
stare miasto i rodzinne miasto J. Pucciniego (pomnik i dom, w którym się urodził-obecnie muzeum).
To miasto z bastionową fortyfikacją, powstałą w XVI wieku, z zachowanym rzymskim układem urbanistycznym, z dawnym forum, amfiteatrem (obecnie Piazza dell Anfiteatro), katedrą, licznymi kościołami.
W południe, po obowiązkowym odpoczynku w cieniu, wstąpiliśmy na typowe placki z ciecierzycy i pizzę.
W Toskanii narodził się Pinokio- drewniany pajacyk. którego można było spotkać we wszystkich sklepach z pamiątkami..
A wieczorem znowu ochłoda w wodach Morza Tyrreńskiego.
Kolejny dzień to wyprawa do Florencji. stolicy Toskanii, położonej nad rzeka Arno, u stóp Apeninów.
Jechaliśmy drogą Fi Pi LI (Firenze, Pisa, Livorno).
Oznaczenie dużo bardziej wpadające w ucho niż numer drogi.
Zaparkowaliśmy w polecanym miejscu, podziemnym parkingu Parcheggio Beccaria i udaliśmy się z zapasem wody do miasta.
Florencja to miasto oblegane przez turystów, których rzeczywiście były tłumy.
Te tłumy i fascynację zabytkami wykorzystują niestety złodzieje.
Sama tego doświadczyłam, gdy na placu Duomo, w chwili gdy chowałam butelkę z wodą, ktoś nagle popchnął mnie od tyłu a następnie poczułam szarpnięcie za moją torebkę.
Na szczęście zorientowałam się i udaremniłam kradzież.
Gdy się obejrzałam, zobaczyłam kobietę z mapą, która miała przysłonić moją torebkę w momencie kradzieży i za nią mężczyznę, który najprawdopodobniej byłby sprawcą zdarzenia.
Spacerując dotarliśmy do All’antico Vinaio, miejsca słynącego z kanapek typu burger, z dodatkami wkomponowanymi na życzenie klienta.
Kolejny stały punkt zwiedzania, czyli Ponte Vecchio- most złotników.
Po jego przejściu dotarliśmy do Palazzo Pitti, którego budowę rozpoczął bankier Luca Pitti w roku 1458.
Po jego śmierci kupili go Medyceusze na oficjalna siedzibę i rezydencję panujących w Wielkim Księstwie Toskanii.
Obecnie to największy kompleks muzealny we Florencji z pięknymi ogrodami, których zwiedzanie nieco utrudniło zmęczenie i nagłe, niespodziewane załamanie pogody (wichura, deszcz).
Wracając do naszego apartamentu widzieliśmy nawet połamane gałęzie i drzewa tarasujące drogę.
Kolejny dzień to miasto portowe Livorno.
To jeden z największych we Włoszech portów handlowych i turystycznych.
Można z niego popłynąć na pobliską Elbę, Korsykę lub Sardynię.
Na wjeździe do miasta wita nas piękna Fortezza Vecchia.
Chcieliśmy zaparkować samochód na pobliskim parkingu ale okazała się być dostępny tylko za zezwoleniem.
Wybraliśmy więc podziemny parking Parcheggio Moderno
Livorno, to miasto słynące najdłuższej, bo 7 km Promenady Nadmorskiej, rozpoczynającej się na Via Italia, z pięknym tarasem widokowym, wyłożonym kamienną biało czarną mozaiką.
To miasto dla smakoszy owoców morza, które sprzedawane są na jednym z największych targowisk we Włoszech: Mercato Centrale, miejscem spotkań i zakupów.
To miasto z licznymi kanałami przecinającymi miasto, z dzielnicą zwaną Małą Wenecją.
Niestety, z braku czasu nie widzieliśmy wszystkiego, nie przeszliśmy też całej promenady ale zjedliśmy pyszne – jak na Włoch przystało, lody w Esclusive Ricette del Maestro Gelateria.
Wskoczyłam też do wody, gdyż dzień był- jak zwykle bardzo upalny, mimo iż plaża nie zachęcała, bo była wąska i kamienista.
Wieczorem wróciliśmy na naszą piaszczystą plażę, w Viareggio, z widokiem na Alpy, aby obejrzeć w ostatnim dniu pobytu piękny zachód słońca.
Prowadzenie samochodu we Włoszech to osobny rozdział -to nie lada wyzwanie.
Wszechobecne motocykle i skutery zajeżdżają drogę z każdej strony, przekraczają linię ciągłą, jakby ich nie dotyczyła, kierunkowskazy przez kierujących samochodami używane są z rzadka, generalnie panuje zasada kto szybszy ten jedzie.
Światła drogowe nie są obowiązkowe więc ktoś je ma włączone, ktoś ich nie włączył.
Wszystko dozwolone.
Pamiętam, że wiele lat temu, gdy jeździłem po Rzymie znajomy Włoch ostrzega: uważaj na tył samochodu przed Tobą i lewy bok samochodu obok.
W razie kolizji wina jest po Twojej stronie.
Poza tym wszystko dozwolone.
Tak jest do dziś.
W drogę powrotną upchnęłam przezornie moją małą torebkę na dokumenty do plecaka i tu kolejne zdziwienie.
Wszystkie kobiety podróżujące miały taką małą torebkę na dokumenty i nikt ich nie kwestionował.
Ale wracaliśmy liniami Wizzair. Chyba są bardziej “ludzkie”.
Szczęśliwie, wybraliśmy i trafiliśmy na czas z upałami, co było do przewidzenia w lipcu, bo kolejny tydzień zdominował Niż Genueński, który również w Polsce spowodował załamanie pogody, ulewy i wichury, których przedsmak mieliśmy we Florencji.
Toskania jest piękna i jeszcze wiele miejsc zostało do zobaczenia, więc chyba znów kiedyś się tam wybiorę.